Zaklęte kręgi – „Biegański. Stereotyp Polaka bydlaka”

Fatou uświadomiła sobie, że już kiedyś słyszała tę historię, a przynajmniej jakąś jej wersję. Mimo to poczuła znajome zniecierpliwienie, które zawsze ją ogarniało, gdy słuchała opowieści o ludzkim cierpieniu z dalekiej przeszłości.
No bo jak można zaradzić nieszczęściom z dawno minionych czasów?
Zadie Smith, 2015, Lost and found. Opowiadania,
przeł. Michał Kłobukowski, Kraków: Znak, s. 110.

Uwagi na marginesie książki „Biegański” – o antysemityzmie Polaków i antypolonizmie Żydów.

Jakie cechy ma typowy Polak? Z łatwością (może zbyt dużą) opiszemy przedstawicieli innych narodów, ale ze zgrabną charakterystyką typowego rodaka będzie już gorzej. Swoich mierzymy inną miarą i znamy ich lepiej – trudniej nam sprowadzić całą różnorodność Polaków do jednej uproszczonej charakterystyki. Stereotypy nie różnicują, opierają się na domniemanej homogeniczności, a określone stereotypem cechy przypisywane są z łatwością całej zbiorowości.

bieganski

Sposób w jaki stereotyp zafałszowuje i upraszcza rzeczywistość najlepiej widać, gdy spojrzymy na nas samych oczami innych, szczególnie wtedy, gdy nie będziemy patrzeć przez różowe okulary. Pomocna w takim eksperymencie może być książka Danushy V. Goski zatytułowana „Biegański. Stereotyp Polaka bydlaka w stosunkach polsko-żydowskich i amerykańskiej kulturze popularnej”. W trakcie lektury przyjrzymy się Polakom z perspektywy amerykańskiej. Od razu warto zaznaczyć, że w Stanach Zjednoczonych stereotyp Polaka obejmuje także inne narody Europy Wschodniej, np. Serbów, Czechów, Słowaków, czy Węgrów. Za wyrazisty przykład Biegańskiego autorka uznała postać głównego bohatera Stanleya Kowalskiego z dramatu „Tramwaj zwany pożądaniem” Tennessee Williamsa, a nawet Borata Sagdijewa – kreację komika Sachy Barona Cohena.

Skąd Biegański w tytule? Nazwisko zostało zaczerpnięte z wydanej w 1979 roku powieści amerykańskiego pisarza Williama Styrona. W jego najbardziej znanej książce „Wybór Zofii” pojawia się fikcyjna postać profesora Biegańskiego – polskiego antysemity i zwolennika eksterminacji Żydów. Zaczyna robić się ponuro…

Amerykański stereotyp Polaka jest porażający. Opiera się na istniejących tam od dawna wyobrażeniach dotyczących pracujących fizycznie imigrantów, a szczególnie chłopów z Wschodniej Europy. Kojarzono z nimi takie cechy jak brud, prymitywne domostwa, kontakt ze zwierzęcymi odchodami, smród, stagnację, bezsilność, seksualną dzikość, prostackie maniery, brak wykształcenia i obycia ze światem oraz niski poziom umysłowy (s. 15).

Polacy w tym stereotypie są „bydlakami”. „Posiadają cechy zwierząt. Są fizycznie silni, tępi,  gwałtowni, płodni, anarchistyczni, brudni, a ponadto wyjątkowo nienawistni, i to w sposób niespotykany u bardziej rozwiniętych istot ludzkich. Ich nacjonalizm ma wymiar bandycki i prymitywny. Przejawem szczególnej nienawiści Biegańskiego jest jego polski antysemityzm” (s. 14).

Na kartach książki znajdziemy szereg przykrych, stereotypowych opinii o Polakach oraz przykładów amerykańskiego i żydowskiego antypolonizmu. Wiele z nich tkwi korzeniami w XIX wieku i wiąże się z pierwszymi falami imigracji polskich chłopów do Ameryki.

„Słowianin znany jest z tego, że jest umysłowo ociężały” (s. 147).

„Ci ludzie są wprost niewyobrażalnie zacofani. Noszą ubrania, które zdają się na nich dojrzewać latami, śpią w nędznych szopach, wśród owiec, krów, świń i ptactwa domowego szwędającego się między nimi” (s. 145).

„Być biednym w kraju, gdzie tak wysoko ceni się bogactwo, już samo w sobie jest powodem do wstydu. Bycie biednym i białym – to niewybaczalne […] Dlatego nazywam ich „ludźmi z żartów o Polakach” – wszyscy uważają, że można ich lekceważyć” (s. 156). 

Czy inteligentny, wykształcony, kulturalny i życzliwy innym nacjom Polak będzie osłabiał siłę takiego stereotypu? Niekoniecznie. Stereotyp jest dość oporny na argumentacje, co widać w przypadku wyjątku, który doń nie pasuje. Taka sytuacja często uruchamia przekonanie, że wyjątek tylko potwierdza regułę. Prawidłowość ta dotyczy też stereotypu antysemity Biegańskiego. Ma on tak jednoznacznie rasistowski charakter, że nawet kiedy Polak żywi pozytywne uczucia wobec Żydów lub ma wobec nich neutralną postawę, to „odczytuje się to jako co najwyżej tymczasową niemożność  wyrażenia jego pełnej, antysemickiej istoty” (s. 17).

Przykładem współczesnego stereotypu Polaka antysemity może być opinia, jakoby Polacy wysysali antysemityzm wraz z mlekiem matki, co miałoby stanowić ich wrodzoną rasistowską dyspozycję. Słowa te wypowiedział były premier Izraela Icchak Szamir komentując antysemicki incydent w Polsce. Powiedział wtedy, że trudno jest zrozumieć antysemitów w Polsce, bo przecież tam już prawie nie ma Żydów i dodał, ale oni chyba wyssali to z mlekiem matki.

Dziś niewielu pamięta o kontekście tamtej wypowiedzi. Niesławne zdanie żyje własnym, medialnym życiem jako żydowska diagnoza polskiej antysemickiej tożsamości. Jednym służy jako czytelny dowód antypolonizmu Żydów, a drugim jako trafna diagnoza antysemityzmu Polaków. Choć wielu wychodzi poza ten zaklęty krąg i mówi, że taka stereotypowa opinia nic nie dowodzi i jest po prostu niesprawiedliwa, upraszczająca, głupia.

 

Plotą się losy Polaków i Żydów

Porządnie splątane są w Ameryce. Przeciwstawieniem biednego, głupiego i epatującego cielesnością Polaka Biegańskiego stał się stereotypowy zamożny, skąpy, inteligentny, słaby fizycznie Żyd Shylock (nawiązanie do bohatera Kupca weneckiego – postaci stworzonej przez Shakespeare’a).

Na pojawienie się stereotypu Polaka duży wpływ miał kontrast pomiędzy stylem życia zbiorowości zastanej w Stanach Zjednoczonych a przybywającymi falami chłopów i robotników z Europy Wschodniej.  Przybysze oceniani byli z perspektywy obcego im stylu życia amerykańskich gospodarzy – musieli wypadać niekorzystnie. W efekcie byli też gorzej traktowani.

Uprzedzeń, które żywili polscy chłopi  wobec Żydów nie próbowano zrozumieć, nie podejmowano trudu zidentyfikowania powodów ich powstawania. W zamian konstatowano, że mają one charakter atawistyczny i przynależą do istoty polskości. Stopniowo kategorie Polska, Polak stały się dla wielu synonimem antysemityzmu, a sam fakt posiadania polskiej narodowości zaczął wystarczać, aby zostać oskarżonym o antysemityzm.

Goska podaje dawne i współczesne przykłady braku symetrii w traktowaniu polskich przewin oraz przewin innych grup narodowych i etnicznych. O ile innych tłumaczy się i próbuje usprawiedliwiać, na przykład uniwersalną reakcją na doświadczane prześladowania, to w przypadku Polaków zwykle winna jest podła polska tożsamość rasowa lub kulturowa.

„Ponieważ sam fakt posiadania polskiej narodowości wystarcza, aby zostać oskarżonym o antysemityzm , kiedy Polacy rzeczywiście popełnią antysemickie czyny […] jakakolwiek analiza wykraczająca poza stwierdzenie narodowości sprawców wydaje się zbędna. Co więcej, dalsze dociekanie jest niemalże zabronione i potępiane jako polemika lub próba usprawiedliwienia zbrodni. Ale kiedy antysemickie czyny popełniają osoby, które nie są Polakami, wówczas wyjaśnienia są nie tylko możliwe – są wręcz konieczne” (s. 35)

Oczywiście nie wszyscy bezmyślnie karmią się stereotypem głupiego Biegańskiego, podobnie jak nie wszyscy akceptują tezę Goldhagena z „Gorliwych katów Hitlera”, uznającą antysemityzm za immanentną cechą niemieckiej tożsamości. Tak jednorodny punkt widzenia zawsze powinien budzić wątpliwości. Jak pisze Goska, identyfikowanie istoty danej tożsamości  narodowej jako źródła zła oraz rozgrzeszanie tych, którzy nie należą do tej narodowości jest etycznie wadliwe i nie do obrony, podobnie jak dostrzeganie zła wyłącznie w etnicznie obcych (s. 119-120). Za Evą Hoffman, pisarką i historyczką żydowskiego pochodzenia, podkreśla, że „polski antysemityzm powinien być rozważany w kontekście skomplikowanej historii, której elementem był również filosemityzm” (s. 17).

W książce znajdziemy sprzeciw przeciwko ewolucyjnemu postrzeganiu stereotypu Biegańskiego, które opiera się na aksjomacie, że ludzkość rozwija się w kierunku pozytywnym. W takim ujęciu „średniowieczny” antysemityzm Biegańskiego właściwy mentalności ludowej powinien z czasem rozwinąć się w podejście charakterystyczne dla nowoczesnej, postępowej, liberalnej demokracji. Takie ujęcie konsekwentnie prowadzi autorkę do krytyki prac tych badaczy stosunków polsko-żydowskich, którzy jednoznacznie wiążą polski antysemityzm z plebejskim katolicyzmem, a za współwinne zacofania uznają tradycyjną, konserwatywną mentalność i ludową religijność.

Postulat by patrzeć na ludową mentalność, w tym także niechęć do Żydów, w kontekście odnośnych realiów historycznych jest bardzo ważny. Nieco wątpliwe wydaje się zbytnie abstrahowanie od negatywnej roli katolickiego, przedsoborowego antyjudaizmu w generowaniu uprzedzeń. Przecież dopiero po II wojnie światowej powstały w świecie chrześcijańskim dokumenty, które zrywały z – jak pisze ks. Romuald Jakub Weksler-Waszkinel – „wielowiekową przeszłością naznaczoną antyjudaizmem oraz przeróżnymi antyżydowskimi fobiami na >>pożywce<< antyjudaizmu wychodowanymi” (s. 577).

Wartą dyskusji jest także kontrowersyjna opinia Goski, że Żydzi potrzebują dziś antysemitów i dlatego podtrzymują stereotyp antysemity Polaka – ten ma spełniać bowiem funkcję integrującą i wzmacniać ich solidarność  grupową. Zatem kierują się w pierwszej kolejności własnym interesem, a Polacy obchodzą ich tylko jako obcy, których potrzebują do potwierdzania własnej tożsamości.

Czy rzeczywiście stereotyp polskiego antysemity ma być remedium na doświadczany przez amerykańskich Żydów kryzys tożsamości? Trudno powiedzieć. Ciągle wiele jest elementów, które spajają społeczność żydowską w Ameryce (przekonanie o przynależności do narodu wybranego, język hebrajski, sympatyzowanie z państwem Izrael, obyczaje i religia, długa i bogata w wydarzenia historia oraz doświadczenia prześladowań wraz z ich XX-wiecznym apogeum Shoah).

Współcześnie w Stanach Zjednoczonych zaciera się jednak granica pomiędzy Żydami i nie-Żydami. W książce przytoczono szereg opinii wskazujących na występowanie takiego procesu, np.: „Żydowskość jako narodowość, jako kultura ludowa, jako coś odrębnego od religii zaczyna zanikać” (s. 185); „Każdy parametr żydowskiej narodowości dramatycznie się obniżył […] Żydom pozostało niewiele rzeczy, które sprawiają, że czują się Żydami” (s. 186).

Żydom wspólne ma być poczucie wiktymizacji – element, który równocześnie pomaga im w integracji. Niewątpliwie edukacja dotycząca Holocaustu spełnia funkcję jednoczącą tę społeczność. Opisany mechanizm wydaje się prawdziwy, choć zawsze warto pamiętać o kolejności zdarzeń i adekwatnym rozkładaniu akcentów, czego w książce Goski nieco mi zabrakło: najpierw był Holocaust, a potem jego skutki.

Czy rzeczywiście Żydzi potrzebują dziś antysemitów ? Czy tu tkwi tajemnica żywotności stereotypu Polaka antysemity? Czy amerykańskim Żydom rzeczywiście brakuje dziś realnych wrogów, by musieli pielęgnować stereotyp Polaka antysemity? Prześladowca ten z roku na rok staje się coraz bardziej symboliczny. Coraz mniej żyje Żydów, którzy mają własne, negatywne doświadczenia z pobytu w Polsce. Ich dzieci i wnuki bywają mniej radykalne w ocenach współczesnych Polaków. Zmniejsza się też poziom wskaźników antysemityzmu współczesnych Polaków.

„Cień Holokaustu jest długi i pada zarówno w tył jak i w przód” pisała przywoływana w „Biegańskim” Eva Hoffman (s. 196). Może niektórzy z potomków Żydów z Europy Wschodniej ciągle idealizują utracony świat swoich rodziców i dziadków. Wyobrażonemu pięknu przedwojennych sztetli i ich żydowskich mieszkańców towarzyszy – niczym cień – wojenny koszmar, który rozegrał się na tej samej ziemi. Jeżeli polski sąsiad nie chciał lub nie umiał pomóc i przeciwstawić się nazistowskiej machinie zła, łatwo stawał się we wspomnieniach uogólnionym antysemitą Polakiem. Był wprawdzie inny, był przecież także swój – mieszkał obok, nie był anonimowy, jak przybyły zza granicy obcy Niemiec.

W „Biegańskim” Goska boleje nad takim czarno-białym rozpisywaniem ról Polaków i Żydów w historii obydwu narodów. Szansą na wyjście z tej matni jest poznawanie historii i kontekstu historycznego wydarzeń oraz badanie zachowań Polaków i Żydów. W obydwu grupach działy się w przeszłości tak dobre, jak i złe rzeczy. Podobnie jest współcześnie.

Autorka proponuje, by na trudne polsko-żydowskie relacje patrzeć także przez pryzmat koncepcji ujmujących relacje większości i mniejszości (np. koncepcję pośredniczącej mniejszości Edny Bonacich, czy mniejszości dominującej na rynku Amy Chua). Pozwalają one zrozumieć mechanizm powstawania animozji i niechęci, w tym także brutalną agresje jakiej nierzadko mniejszości doświadczają ze strony większości. Przykładem są nie tylko tragiczne losy Żydów w Europie, ale także doświadczenia np. Hindusów w Ugandzie, Chińczyków w Tajlandii, Filipinach i Indonezji, czy Japończyków w obu Amerykach. W każdym z przypadków powtarza się podobny schemat, w którym mniejszość zostaje uznana za dominującą nad większością, istotowo zła i zagrażająca. Efektem tej optyki stają się brutalnie prześladowana.

Łyżka dziegciu

W trakcie lektury „Biegańskiego”, książki ciekawej i wartej przeczytania, można mieć wątpliwości wobec metody doboru przykładów oraz zasadnością niektórych kwalifikacji. Nie jest to jednak praca socjologiczna z precyzyjnie określoną metodologią i zakresem prowadzonej analizy. Zaletą książki jest jej wielowątkowość i bogactwo odwołań.

Przywołam jedną wątpliwość, którą jest uznanie, że komiks Arta Spiegelmana „Maus” zawiera elementy antypolskie. W pracy tej amerykański rysownik polsko-żydowskiego pochodzenia opowiedział prawdziwą historię swojego ojca Władka Szpigelmana, polskiego Żyda ocalałego z Holocaustu. Ta rysowana rozmowa syna z ojcem rozpoczęła się jako próba uporządkowania ich trudnej relacji i zrozumienia doświadczeń ojca z czasów wojny, w tym pobytu w getcie i obozie koncentracyjnym Auschwitz.

Ten kto nie zna tego komiksu (wydanie polskie w 2010 roku) może zastanawiać się, czy w ogóle opowiadanie o Shoah w takiej konwencji jest właściwe. Natychmiast przypomina się stwierdzenie Adorno, że pisanie poezji po Auschwitz jest barbarzyństwem. A co dopiero rysowanie komiksów na temat Zagłady?

Dzisiaj jednak nie pytanie „czy przedstawiać”, ale pytanie „jak przedstawiać” nieprzedstawialne stanowi istotny przedmiot dyskusji. Takie prace jak „Obóz koncentracyjny LEGO” Zbigniewa Libery i „Maus” Arta Spiegelmana są przykładami nowych narracji, które – jak pisze Jacek Zydorowicz – „zderzając historię z nowymi poetykami biorą ją w nawias, świadomie preparują >>zatarg<<, doprowadzają do implozji sensów Holocaustu w próżnie współczesności” (s. 696). Nieprzypadkowo obydwaj twórcy mówią do nas językiem naszej współczesnej kultury obrazkowej i konsumpcyjnej.

W „Mausie” wątpliwości może wzbudzać to, że Spiegelman poszczególne narodowości przedstawił w postaci zwierząt. I tak Żydzi narysowani są jako myszy, Niemcy jako koty, a Polacy w komiksie to świnie, w dodatku niektóre wredne. Fakt, nie brzmi to najlepiej. Łatwo też skonstatować, że Żydzi nie traktują świń ze szczególną atencją, czy przypomnieć sobie inwektywę „polska świnia”, która wybrzmiewa w każdym prawie filmie o czasach okupacji hitlerowskiej w Polsce.

Mimo wszystko jednak, takie dosłowne interpretacje „Mausa” grzeszą małostkowością i są przejawem naszej narodowej obsesji – polonocentryzmu. Komiks Spiegelmana nie jest przecież o Polakach. To opowieść o Shoah, w której pojawiają się różne postacie spotykane przez Władka Szpigelmana. To opowieść o dwóch różnych światach – ocalałego z Holocaustu, „krwawiącego historią” ojca oraz przedstawiciela „drugiej generacji” – urodzonego po wojnie syna. To rysowane rozważania o pamięci uczestników historii i „postpamięci” ich potomków.

maus

Autorka książki „Biegański” także sygnalizuje osobisty kontekst swoich rozważań i nie ukrywa, że nosi w sobie traumę przedstawicielki pogardzanej w Ameryce polskiej mniejszości. Nie tylko podkreśla swoje polsko-słowackie, katolickie, chłopskie i imigranckie korzenie, ale przyznaje, że jej najbliżsi wiele wycierpieli z powodu uprzedzeń. Jej matka była jedną z ofiar rasistowskiej paniki, która powstała w Stanach Zjednoczonych w odpowiedzi na napływ chłopskich imigrantów z Europy Wschodniej. Goska, choć urodziła się  kilka dekad później, to także doświadczyła bólu, jaki ta panika spowodowała. Swoją książką zachęca do uważnego przyjrzenia się stereotypowi Polaka i – podobnie do Arta Spiegelmana – zmaga się w ten sposób z rodzinną historią i pamięcią.

Autorka zachęca amerykańskiego czytelnika by „przeszedł milę w polskich butach i wziął pod uwagę chociażby niszczycielski wpływ jednej okoliczności – agresji Niemców i Sowietów na Polskę” (s. 25). Wielokrotnie zaznacza, że poziom wiedzy historycznej Amerykanów na temat czasów okupacji hitlerowskiej w Polsce jest porażający. Polaków nakłania z kolei do tego, aby „postarali się usunąć inną zadrę – tkwiący w polskiej kulturze  patologiczny antysemityzm, w którym pojawiały się na przykład oskarżenia Żydów o mordy rytualne” (s. 25). Zaznacza, że jej książka nie jest próbą poszukiwania symetrii w cierpieniu Polaków i Żydów, czy usprawiedliwiania polskich zbrodni. „Polacy jako społeczność dużo wycierpieli podczas II wojny światowej. Żydzi jako społeczność wycierpieli więcej. Nie ma symetrii. Nie ma usprawiedliwiania” (s. 21).

 

Czy jest tak źle?

Czytając „Biegańskiego” – książkę pisaną z perspektywy amerykańskiej, zastanawiałem się, czy rzeczywiście wizerunek Polaków w Ameryce jest aż tak zły (trzeba pamiętać, że autorka nie ogranicza się tylko do dzieł kultury – filmu, książek, wypowiedzi i artykułów prasowych. Przeprowadziła też 44 wywiady z osobami pochodzenia żydowskiego. 43 z nich kojarzyło wizerunek Polaka z głupcem, a 34 z antysemitą).

Przypomniałem sobie własne obserwacje antysemityzmu Polonii amerykańskiej, czego miałem okazję dotknąć we wczesnych latach 90-tych w Chicago. Pamiętam dużo ostrzeżeń przed amerykańskimi Żydami i pytania zatroskanej rodaczki, która dopiero co przybyłego z kraju dopytywała mnie, czy to prawda, że ten Mazowiecki to Żyd (intelektualista, zatem idealnie pasował do stereotypu). Wtedy też pierwszy raz usłyszałem kawały o głupich Polaczkach.

Potwierdzenie stereotypu znalazłem też w wydanej w 2008 roku książce Henryka Dasko zatytułowanej „Dworzec Gdański. Historia niedokończona”. Jej autor został zmuszony w 1968 roku przez władze komunistyczne do opuszczenia Polski. Dotarł do Kanady i tam działał na rzecz dialogu polsko-żydowskiego. Jak wspominali go przyjaciele, „na co dzień był i Polakiem, i Żydem. Lojalnym w stosunku do obu tych tożsamości, potrafiącym je godzić i wyjaśniać  to połączenie innym” (wspomnienie Małgorzaty P. Bonikowskiej o Henryku Dasko, s. 236).

dasko_dworzec

Już w 1998 roku pisał o dialogu żydowskich emigrantów marcowych  z Polakami: „Polonia kanadyjska, a szczególnie torontońska, jest w swoich postawach wyjątkowo reakcyjna i częścią tego  jest antysemityzm, który jest wśród Polonii powszechny i widoczny. Tym niemniej dialog istnieje, pewne rezultaty przynosi, a organizacje polonijne są dziś do tego dialogu bardziej pozytywnie nastawione niż w przeszłości. […] Dialogowi nie pomaga, że wśród Żydów kanadyjskich  skrajnie antypolskie  postawy są równie rozpowszechnione jak antysemityzm  wśród Polaków, i poglądy te głoszone są publicznie , nierzadko w anglojęzycznych mediach. To napędza wzajemny krąg nienawiści i z Żydami na pewno nie jest łatwiej  rozmawiać niż z Polakami” (s. 204-205).

Dasko w swojej książce odnotował zarówno antysemityzm Polaków, jak i antypolonizm amerykańskich Żydów. Przywołał też określenie Krystyny Kersten „wyjść z przeklętego kręgu”, które wykorzystał w swojej diagnozie relacji polsko-żydowskich. Wyżyny wrażliwości i humanizmu tego niedawno zmarłego autora zawarte są choćby we fragmencie, w którym napisał:

„Byłoby mi łatwiej, gdyby moi współplemieńcy, znaczeni niezagojoną raną Shoah, z podobną niechęcią i nieufnością traktowali otoczenie en gros. Ale Żydzi amerykańscy (uogólniam, ze wszystkimi mankamentami uogólnień) nie czują nienawiści do Stalina za zbrodnie popełnione na Żydach, nie zalewa ich krew na myśl o vichystowskich  policjantach, wygarniających Żydów z mieszkań, ba, nawet na myśl o Ukraińcach wzruszają ramionami. Polacy, twierdzę, traktowani są inaczej.

Zasłużyli? Może i tak. Powodów, dla których niechęć Żydów do Polaków pali się płomieniem gorętszym od innych, jest wiele, i większość z nas te powody zna. Ale ja właśnie chciałbym wyjść z owego przeklętego kręgu. Nie dlatego, że „antypolonizm” rozdrażnia polskich antysemitów. Polscy antysemici mało mnie w gruncie rzeczy obchodzą. Za nich odpowiedzialni są Polacy. Ja jestem odpowiedzialny za Żydów, to oni są moją sprawą. […] Moje własne rozliczenia  z Polakami  nie są inne niż kogokolwiek z nas, nie są mniej tragiczne od doświadczeń tych amerykańskich Żydów, o których piszę. Nie chcę być źle zrozumiany. Nie chodzi o wybaczenie. Ja po prostu nie chcę, żeby moje dzieci odziedziczyły po mnie nienawiść – nie tylko do Polaków, ale do kogokolwiek. […] Mnie chodzi o tę jednakową miarę, o zasady uniwersalnej sprawiedliwości, o wyrwanie się poza obręb retoryki „my-oni”, o odrzucenie moralnej  korozji plemiennych instynktów. Ja nie chcę przykładać ręki do dalszej nienawiści, obojętnie z której strony, i jeśli to oznacza, że mam zapomnieć o moich – naszych – krzywdach z przeszłości, so be it.” (s. 205-207).

***

Dwie przywołane tu książki warto przeczytać, jedną zaraz po drugiej. Humanistyczne przesłanie zawarte w każdej z nich pomaga pamiętać, że z zaklętych kręgów trzeba wychodzić, choć nie jest to najłatwiejsze. Jak pisze Danusha V. Goska:

„Czas, aby ludzie dobrej woli zarzucili poszukiwanie kozła ofiarnego, aby przestali podkreślać, że to tylko ta jedna grupa etniczna, z powodu jej średniowiecznej, katolickiej, chłopskiej lub robotniczej istoty, ma wyjątkową skłonność do stereotypizacji. Czas, aby ludzie dobrej woli wspólnie znaleźli remedium na każdy stereotypowy sposób myślenia, wliczając w to myślenie także tych ludzi, którzy sami są ofiarami stereotypów” (s. 319).

Szymon Beźnic

***

Danusha V. Goska, 2015, Biegański. Stereotyp Polaka bydlaka w stosunkach polsko-żydowskich i amerykańskiej kulturze popularnej, Kraków: Wysoki Zamek.

Henryk Dasko, 2008, Dworzec Gdański. Historia niedokończona, Kraków: Wydawnictwo Literackie.

Romuald Jakub Weksler-Waszkinel, 2011, Żydzi – chrześcijanie: dwie pamięci, w: Pamięć Shoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętniania, red. T. Majewski, Anna Zeidler-Janiszewska, Łódź.

Jacek Zydorowicz, 2011, Implozje Holocaustu w próżnię współczesności. Kontrowersyjne wątki w dyskursie Zagłady, w: Pamięć Shoah. Kulturowe reprezentacje i praktyki upamiętniania, red. T. Majewski, Anna Zeidler-Janiszewska, Łódź.

***

Tekst został równocześnie opublikowany na stronie rmf24.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s