„Pod sztandarem nieba”, czyli o poligamii, zbrodni i amerykańskiej religii

Mormoński prorok Joseph Smith został zabity w 1844 roku. Przed śmiercią zdążył stworzyć nową religię, wystartować w wyborach prezydenckich i poślubić co najmniej 33 kobiety. W 2012 roku kolejny mormon próbował zostać prezydentem Stanów Zjednoczonych – Mitt Romney, mąż jednej żony.

pod_sztandarem

Mormonizm to wyznanie amerykańskie, którego wyznawcy oczekują powtórnego przyjścia Chrystusa na kontynencie amerykańskim. Wierzą, że Jezus po ukrzyżowaniu w Jerozolimie przybył do Ameryki, gdzie ustanowił swój nowy Kościół. Wprawdzie ten potem podupadł, ale w początkach XIX wieku ponownie powołał go do istnienia Amerykanin Joseph Smith (1805-1844). Jak to zrobił? Najpierw w 1827 roku cudownie odnalazł spisaną na złotych płytach tajemniczą Księgę Mormona, potem równie cudownie przetłumaczył ją z nikomu nieznanego „reformowanego egipskiego” na język angielski, a w 1830 roku wydał drukiem.

„Została zachowana księga spisana na złotych płytach, zawierająca historię dawnych mieszkańców tego kontynentu.”

Kościół mormonów, który wyewoluował z sieścioosobowej grupki skupionej wokół wizjonera i proroka Smitha, to dziś potężna, ogólnoświatowa i wielomilionowa struktura. Mormoni ciągle postrzegają siebie jako naród wybrany, Amerykę jako ziemię obiecaną, a swą religię jako dopełnienie chrześcijaństwa w takim znaczeniu, w jakim chrześcijaństwo było kontynuacją i reformą dla judaizmu.

„Mormonizm to patriarchalna religia, odwołująca się do starotestamentowych tradycji. Nie toleruje się żadnych odstępstw ani sprzeciwów. Podważanie słów władz religijnych jest traktowane jako poważne naruszenie zasad” (s. 57).

Pierwszy mormoński prorok podzielił los wielu reformatorów religijnych i założycieli nowych religii – został zamordowany przez swoich przeciwników. Dlaczego wzbudził aż tak dużą nienawiść? Powodów było wiele, np. teokratyczne zapędy mormonów, czyli łączenie władzy religijnej z władzą świecką, nieposiadanie niewolników i niechęć do niewolnictwa (później mormoni akceptowali niewolnictwo, a małżeństwa mieszane rasowo uznawali za grzech. „Zamknięcie” Kościoła dla osób czarnoskórych trwało aż do 1978 roku, kiedy ogłoszono że mężczyźni wszelkich ras mogą pełnić funkcje kapłańskie), przyjazny stosunek do Indian, buńczuczny i konfrontacyjny ton wypowiedzi mormońskich przywódców, klanowa mentalność, poczucie wyższości,  uznawanie się za naród wybrany, obwieszczanie swych boskich praw do ziemi amerykańskiej, czy wreszcie rozgłaszanie, głównie przez apostatów, opowieści o korupcji, bezprawiu, tajemniczych rytuałach i niebezpieczeństwach czyhających na zdradzających je dysydentów. Święci (mormoni określali się takim terminem) niejednokrotnie sami prowokowali niechęć otoczenia swymi pełnymi buty wystąpieniami, w których przepowiadali zagładę wszystkim niewiernym i ciemiężycielom.

Duże wzburzenie wywoływała poligamia nazywana eufemistycznie przykazaniem „małżeństw duchowych”, „małżeństw celestialnych”, „małżeństw pluralistycznych”, a także terminem „nowe i wieczne przymierze”. Informacje o wielożeństwie znajdziemy w jednej ze świętych ksiąg mormonizmu – „Nauki i Przymierza”. Tam czytamy, że Bóg przemówił do Josepha Smitha i objawił szczegóły związane z wielożeństwem, które Joseph wzorem starotestamentowych proroków mógł zacząć praktykować. Robił to sekretnie, w tajemnicy przed szeregowymi mormonami.

Dziś wiemy, że Smith prawdopodobnie poślubił co najmniej 33 kobiety, przy czym najmłodsza z nich miała liczyć zaledwie 14 lat. Jon Krakauer w książce „Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija” pisze, że Smith nakłonił ją do ożenku stosując argumentację teologiczną. Miał jej oświadczyć, że „musi zgodzić się na małżeństwo, bo w przeciwnym razie czeka ją wieczne potępienie” (s. 31). Innym miał mówić, że poligamia to nakaz Boga. Zatem jeśli chcą sprawić radość Bogu, muszą być posłuszne jego prorokowi.

„’prezydent  Joseph Smith wezwał mnie na rozmowę i rzekł: >>Mam dla ciebie wiadomość. Bóg nakazał mi wziąć kolejną żonę i będziesz nią właśnie ty<<. Zdumienie moje nie miało granic’. Przerażona dziewczyna próbowała się wymigać, Joseph jednak straszył ją wiecznym potępieniem. >>Nie oczekuj miłych słów – rzekł. – Przekazuję ci wolę Pana. Masz czas do jutra, by podjąć decyzję. Jeśli się sprzeciwisz, bramy nieba zamkną się dla ciebie na zawsze<<” (s. 138).

Nowe przykazanie nie było łatwe do przyjęcia dla pierwszej żony Josepha, Emmy, która nagle stała się jedną z wielu poślubionych prorokowi. Świadectwa tego dramatu znajdziemy w księdze „Nauki i Przymierza”.

„I niechaj służebnica moja, Emma Smith, przyjmie te wszystkie, które dano słudze mojemu, Józefowi, a co są cnotliwe, i czyste przede mną; a te, co nie są czyste, a powiedziały, że są czyste, zostaną zniszczone, rzecze Pan Bóg” (Nauki i Przymierza 132:52).

Jon Krakauer zwraca uwagę na biblijne precedensy, które pozwalały teologicznie uzasadnić nową praktykę. Wystarczyło bowiem potraktować współczesne wielożeństwo jako naśladowanie starożytnych proroków, „którzy byli poligamistami”.

„Łzy Emmy i jej wściekłość nie starczały jednak, by z Josepha uczynić monogamistę. Raz po raz zakochiwał się w nowo poznanych kobietach. W końcu uznał, że skoro miłosne uniesienia dają człowiekowi tak wielką rozkosz, to muszą być zgodne z wolą Pana. […] Stary Testament  dostarczał  tu licznych dowodów: poligamiczne zwyczaje Abrahama i Jakuba, proroków, od których mormoni wywodzili swoje pochodzenie, zostały opisane w Biblii bez najmniejszego krytycznego lub piętnującego komentarza” (s. 136).

Po śmierci Josepha Smitha – założyciela i proroka – mormoni pod wodzą jego następcy, Brighama Younga  ruszyli w długą wędrówkę ze wschodu Stanów Zjednoczonych (Ilinois) daleko na zachód. Young niczym „amerykański Mojżesz” poprowadził swój lud nad słone jezioro (Salt Lake, wtedy poza terytorium USA), gdzie mormoni zaczęli budować teokratyczne imperium ze stolicą w Salt Lake City. Nazywali je Deseret (dzisiejszy stan Utah to cień tamtej potęgi). Była to największa migracja w dziejach Stanów Zjednoczonych. Szlak ten liczył ponad 2 tys. km, przebyło go 70 tys. mormonów, z czego 6 tys. zmarło po drodze.

„Przebyli dwa tysiące kilometrów, znosząc po drodze najgorsze męczarnie. Nękały ich odmrożenia, błonica i szkorbut. Cierpieli głód. Kobiety wydawały na świat martwe noworodki. Na szklaku spotykali się z  wrogością i agresją” (s. 211).

Mormoni  wielokrotnie próbowali uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych. Ważnym symbolem ich niesubordynacji było między innymi właśnie praktykowanie poligamii, którą rząd USA wielokrotnie próbował wykorzenić. Mormoni przez lata zażarcie bronili wielożeństwa. Sprawujący najwyższą władzę w Kościele, uznawany za proroka, poligamiczny prezydent John Tylor jeszcze w 1880 roku ogłosił:

 „Bóg przykazał nam, abyśmy praktykowali poligamię, i Stany Zjednoczone nie mogą tego zakazać. Żaden kraj ani nawet wszystkie kraje pospołu nie zabronią nam wielożeństwa. […] Sprzeciwiam się Stanom Zjednoczonym, posłuszny będę tylko Bogu” (s. 7).

Jednak już 10 lat później  stało się inaczej i największy kościół mormoński – Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (skrót: LDS, dziś liczy ponad 15 milionów wiernych) zmienił nauczanie i zakazał poligamii. Do zmiany doszło w obliczu ryzyka konfiskaty majątku Kościoła przez państwo (ustawa Edmundsa-Tuckera).  Nowy przywódca mormonów ogłosił, że „jest wolą Pana”, aby wielożeństwo przestało być przez Kościół akceptowane.

Większość mormonów zarzuciła wielożeństwo, ale nie wszyscy. Do dziś małżeństwa poligamiczne praktykują rozsiane po USA, Kanadzie i Meksyku małe fundamentalistyczne ugrupowania. Jon Krakauer pisze, że jest ich ponad  30 tysięcy, choć przyznaje, że są i tacy eksperci, którzy podają liczbę ponad stu tysięcy (s. 31).

„Kto z was uparcie odmawia brania wielu żon, potępiony będzie” (Brigham Young, posiadał 20-57 żon i 75 dzieci, s. 215)

Przywódcy tych grup, uznawani są za proroków i nierzadko posiadają po kilkadziesiąt żon. Zdarza się, że w grupach poligamistów poślubiane są nawet 13-letnie, 14-letnie, 15-letnie, czy 16-letnie dziewczynki, nierzadko własne pasierbice.

„[…] po aresztowaniu powtarzał uparcie, że nie zrobił nic złego. Zmuszenie czternastoletniej dziewczynki do poligamii nie było przestępstwem, gdyż >>zażądał tego Bóg<<” (s. 74).

Na marginesie, warto tutaj dodać, że przywódca największego kościoła poligamicznego – Fundamentalistycznego Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (skrót: FLDS) –  Warren Jeffs za molestowanie seksualne nieletnich, utrzymywanie kontaktów seksualnych z nastolatką (jedną ze swoich żon) oraz aranżowanie małżeństw nieletnich kobiet z członkami swojego Kościoła, został w 2010 roku skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności plus dwudziestu lat pozbawienia wolności.

W jaki sposób poligamiści obchodzą formalne zakazy wielożeństwa? Dość prosto. Tylko pierwszy ślub zostaje zawarty formalnie, kolejne oblubienice poślubiane są „duchowo” (jako formalnie samotne matki zyskują tym samym prawa do pobierania zasiłków).

„Poligamiści powtarzają, że są prześladowani z powodu przekonań religijnych […] Ale proszę mi pokazać, w którym punkcie konstytucji jest zapisane, że można molestować małe dziewczynki i zmuszać je do rodzenia dzieci” (s. 53).

O takich właśnie Kościołach i grupach praktykujących do dziś wielożeństwo opowiada wydana przez Wydawnictwo Czarne bardzo ciekawa książka Jona Krakauera „Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija”.

„Kiedy miała czternaście lat, poczuła, że >>Bóg pragnie<<, by poślubiła Raya Blackmore’a, przywódcę wspólnoty […]. [Prorok] odprawił ceremonię ślubu między dziewczynką a podstarzałym, pięćdziesięciosiedmioletnim Blackmore’em. Debbie została jego szóstą żoną i macochą ponad trzydzieściorga dzieci (w większości od niej starszych). Co  więcej, Blackmore był ojcem macochy Debbie, Mem – w rezultacie Debbie została macochą własnej macochy i swoją własną przybraną babcią” (s. 58).

Książkę rozpoczyna opowieść o brutalnym morderstwie z 1984 roku, kiedy to została zabita młoda kobieta i jej 15 miesięczna córeczka. Zabójstwo miało tło religijne. Zabójca – Krakauer nazywa go mormońskim fundamentalistą – przyznał, że mordował  zgodnie z nakazem Bożym. Autor przytacza rozmowy z tym człowiekiem i zastanawia się skąd brało się jego przekonanie, że ta zbrodnia jest usprawiedliwiona. By zrozumieć próbuje  „zapuścić się w mroczne rejony serca i umysłu, gdzie rodzi się wiara w Boga – irracjonalny pogląd, który nieliczni fanatycy doprowadzają do skrajności” (s. 20). Odpowiedzi na swoje pytanie szuka w historii i doktrynie mormonizmu. Dowodzi, że kontekst religijny tego morderstwa łatwiej zrozumieć, gdy wyprawimy się w taką historyczno-teologiczną wycieczkę.

Trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że największy Kościół tradycji mormońskiej, czyli Kościół Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (LDS) sprzeciwia się dziś jakiemukolwiek łączeniu go z fundamentalistycznymi, praktykującymi poligamię grupami. I choć rzeczywiście to dwa odrębne zjawiska, to jednak wyrastające z tego samego mormońskiego pnia. Krakauer zasadnie konstatuje, że „zarówno mormoni, jak i mormońscy fundamentaliści odwołują się do tych samych świętych ksiąg i tej samej świętej historii. Jedni i drudzy wierzą, że Joseph Smith, który stworzył mormonizm w roku 1830, odegrał zasadniczą rolę w boskim planie, był prawdziwym prorokiem i postacią równie ważną co Mojżesz lub Izajasz” (s. 31).

„I stanie się, że Ja, Pan Bóg, ześlę jednego potężnego i silnego, dzierżącego berło mocy w swej ręce, odzianego w światłość niczym okrycie, którego usta wymówią słowa, słowa wieczne […] aby uporządkować dom Boży” (Nauki i Przymierza, 85:7).

Krakauer staje po stronie tych, którzy wśród powodów powstawania nowych ruchów religijnych akcentują psychopatologię ich założycieli. Trzeba tutaj zasygnalizować, że nie jest to jedyne wyjaśnienie. Istnieją inne, konkurencyjne teorie wyjaśniające narodziny takich fenomenów.

Twierdzi, że generalnie mamy tendencję do ignorowania lub negowania ciemnych aspektów wiary. A przecież – pisze – „nie istnieje chyba jednak potężniejsza od religii siła, która motywowałaby do zachowań okrutnych i nieludzkich” (s. 20). I choć na hasło „przemoc na tle religijnym” pomyślimy dziś o islamskim fundamentalizmie, to podkreśla, że „najokrutniejszych zbrodni w imię Boże dopuszczali się ludzie wszystkich wyznań, odkąd tylko pojawiła się idea boskości. Mahomet nie jest jedynym prorokiem, którego słowa wykorzystywano  do usprawiedliwiania barbarzyństwa: historia zna pełno chrześcijan, żydów, hinduistów, sikhów, buddystów, a nawet rodowitych Amerykanów, którzy w świętych księgach znaleźli  wezwanie do mordowania niewinnych” (s. 20). Dodaje, że w każdej epoce jest wielu fanatyków w rodzaju bin Ladena, Davida Koresha, Jima Johnsa,  Shoko Asahary czy Dana Lafferty’ego, czyli właśnie mormona-mordercy z pierwszych kart omawianej tu książki. Po przeczytaniu tej historii trzeba zadać sobie pytanie, czy to straszne morderstwo wolno traktować jako dowód na to, że mamy do czynienia z „wiarą, która zabija”. Może jest to raczej historia człowieka, który religią uzasadnił własne okrucieństwo? Krakauer szukając źródeł tej zbrodni oprowadza czytelnika po najdziwniejszych i najmroczniejszych miejscach mormońskiej historii i teraźniejszości. Fakt, nie brakuje ich. Można jednak dyskutować, czy uzasadnione jest patrzenie na całe zjawisko mormonizmu przez pryzmat mniejszościowych grup fundamentalistycznych i jednostkowych patologii ich uczestników.

Niekiedy w książce pojawiają się lekką ręką pisane generalizacje, które są co najmniej dyskusyjne, jak na przykład taka: „jednostki podatne na upajającą moc ekstremizmu zdarzają się we wszystkich grupach społecznych, na szczególne ryzyko narażeni są jednak ci, którzy zostali wychowani w wierze religijnej lub mają ku wierze skłonności.” (s. 21)

Mam też inną pretensję do autora. Wydaje się zbyt nonszalancki wobec źródeł, na które się powołuje. Brak precyzyjnych cytowań powoduje, że czytelnik nie jest w stanie sprawdzić źródła cytowania, musi się zastanawiać skąd zaczerpnięto daną informację, mimo, że w końcowej części książki źródła te zostały wymienione. Maniera ta dotyczy także świętych ksiąg mormonizmu (status taki posiadają „Księga Mormona”, „Nauki i Przymierza” oraz „Perła Wielkiej Wartości”). Jak bardzo byłyby dziwne, śmieszne, czy niezrozumiałe dla autora, to zasady cytowania takich źródeł powinny być identyczne jak w przypadku dzieł przez niego cenionych. Zwłaszcza, że księgi te zawierają numerację zbliżoną do tej zastosowanej w Biblii.  Tymczasem Krakuer choć przytacza niekiedy numery rozdziałów, to notorycznie pomija już numerację wersów.

Mimo tych mankamentów książka jest zdecydowanie warta przeczytania. Świetnie napisana, bardzo ciekawa i erudycyjna. Widać, że autor nie ograniczył się do pobieżnej lektury kilku źródeł, ale poświecił wiele czasu na dokładne studia historii i doktryny mormonizmu.

„Pod sztandarem nieba” warto przeczytać także dlatego, że mormonów możemy spotkać także na polskich ulicach. Wprawdzie jest ich w Polsce niewielu – dokładnie 1813 osób (dane z 1.01.2015), ale łatwiej natkniemy się na misjonarzy największego Kościoła tradycji mormońskiej, czyli Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich (LDS), którzy przyjeżdżają tu na misje. Zwykle są elegancko ubrani, noszą charakterystyczne czarne plakietki z nazwą Kościoła i nazwiskiem misjonarza. Chętnym oferują rozmowę i „Księgę Mormona”. Co ich wyróżnia? Nie praktykują poligamii, nie piją alkoholu, kawy, herbaty, nie używają narkotyków. Udzielają chrztu dzieciom w wieku 8 lat przez zanurzenie, swoje rytuały odprawiają także w imieniu zmarłych (chrzest i małżeństwa za zmarłych). Nawet podczas niedzielnych spotkań sakramentalnych, kiedy przypominają ofiarę eucharystyczną Chrystusa, zamiast chleba i wina, dzielą się chlebem i wodą.

***

John Krakauer, 2016, Pod sztandarem nieba. Wiara, która zabija, tłum. Jan Dzierzgowski, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne.

Książka została wydana w świetnej „serii amerykańskiej” wydawnictwa Czarne. Przeczytałem z tej serii Lawrence’a Wrighta „Droga do wyzwolenia” opowiadającą o scientologii i jej liderach – FASCYNUJĄCA!

Przymierzam się do Dennisa Covingtona „Zbawienie na Sand Mountain. Nabożeństwa z wężami w południowych Appalachach” – INTRYGUJĄCA!

***

Tekst został także opublikowany na stronie RMF24.pl

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s